Wielka to rzecz widzieć ludzi zebranych dla wspólnego celu. Niech dążą czcić dobroczyńców swoich, chwalić Boga, szukać nowych siedzib czy bronić ojczyzny. Tych atoli ludzi nie gna głód, bojaźń boża ni wojna. Trud ich daremny, praca bez zapłaty; wyszli szukać obłąkanej. Za pot i znój, za niezliczone kroki i modły zostaną nagrodzeni odnalezieniem obłąkanej, której rozum jest u Boga.

Trudno nie pokochać tego ludu i nie czuć łez w oczach na samo wspomnienie mężczyzn o spracowanych rękach i kobiet o przedwcześnie pomarszczonych czołach, i dzieci, którym Bóg miał wskazywać drogę.

Gościniec był zatłoczony smutnymi poszukiwaczami, którzy, zapatrzeni ponuro w las, szli mając więcej nadziei odnaleźć zmarłą niźli żywą.

Ten czarny punkt pod skałą to pewnie nie mrowisko, ale obalony pień! Dzięki Bogu, to jeno pień obalony! Chociaż nie widać go dobrze w gęstwie jedliny.

Korowód był taki długi, że najsilniejsi dotarli już do lasu po zachodniej stronie Björne, gdy kalecy, starcy i kobiety z dziećmi minęli ledwo kościół brobijski.

W końcu znikli w lesie. Poranne słońce przyświecało im pod sosnami, a zachodzące miało witać opuszczających las.

Trzeci to już dzień szukali, poznali dobrze tę pracę. Zaglądali pod strome skały, gdzie się łatwo pośliznąć, pod obalone pnie, gdzie można połamać ręce i nogi, pod gałęzie gęstych świerków, zawieszonych nad mchem, który wabi do odpoczynku.

Znaleźli wszystko: jaskinię niedźwiedzia, jamę lisa, norę borsuka, sczerniałą ziemię po mielerzu, czerwoną górę ostrężynową, jodłę o białych szpilkach, las wypalony przed miesiącem, głaz rzucony przez trolla, jeno nie znaleźli miejsca, gdzie leżało coś czarnego pod skałą. Nikomu nie przyszło na myśl zbadać, czy to mrowisko, pień czy człowiek. Na pewno człowiek to był, ale tam nikt nie poszedł.

Wyszli na słońce po drugiej stronie lasu, ale nie znaleźli dziewczyny, której Bóg odebrał rozum. Zaczęli dumać, czyby może raz jeszcze nie przetrząsnąć lasu. Ale w lesie po ciemku niebezpiecznie, gdyż są tam bezdenne moczary i strome rozpadliny. Zresztą, czego nie znaleźli przy słońcu, nie znaleźliby na pewno po nocy.

— Chodźmy do Ekeby! — zawołał ktoś z tłumu.