Ale wychodzący z domu napotkali drugi orszak.
Na niedostępnym zboczu skalnym nie leżą już zwłoki dziewczyny, która spadła z wysokiej grani zabijając się po drodze. Znalazło ją dziecko, a wzięło na ramiona kilku zabłąkanych w lesie mężczyzn.
Wypiękniała jeszcze po śmierci. Czarne włosy otulały jej postać. Piękna była teraz, gdy znalazła już wieczyste ukojenie.
Niesiono ją ponad głową tłumu, który cichł wokoło niej, a ludzie pochylali głowy przed majestatem śmierci.
— Dopiero co zmarła! — szeptali mężczyźni. — Do dziś wędrowała po lesie i spadła, prawdopodobnie uciekając przed tymi, którzy jej szukali.
— Jeśli to jest jednak dziewczyna z Nygardu, to kimże jest ta druga?
Ludzie wracający z lasu zetknęli się z wynoszącymi z domu hrabinę. Zapalono ognisko na całym podwórzu, a wszyscy zobaczyli obie kobiety i rozpoznali hrabinę z Borgu.
— Cóż to ma znaczyć? — pytano wokół. — Czyż wpadliśmy na trop nowej zbrodni? Skądże hrabina w Ekeby? Czemuż nam mówiono, że jest daleko stąd lub może zmarła nawet? Na miłość boską, trzeba teraz pochwycić kawalerów i zadeptać na śmierć obcasami!
Nagle zabrzmiał donośny głos Gösty, który stojąc na stopniu tarasu przemówił:
— Słuchajcie mnie, potwory i diabły! Czy sądzicie, że w Ekeby brak strzelb i prochu? Szaleńcy! Wiedzcież, że miałem wielką ochotę wystrzelać was do nogi jak psy wściekłe! Ale ta właśnie kobieta prosiła za wami. Gdybym był wiedział, że jej dotkniecie, żaden z was nie uszedłby z życiem!