Czemuż to napadacie nas po nocy, z wrzaskiem, jak bandyci, grożąc ogniem i mordem? Cóż mnie obchodzą wasze obłąkane dziewczęta i czyż wiem, którędy wędrują? Byłem zbyt dobry dla tej oto, i na tym koniec. Powinienem był ją naprawdę wyszczuć psami, czego zresztą nie uczyniłem wcale. Nie przyrzekałem jej też nigdy małżeństwa. Zapamiętajcie to sobie!
Teraz zaś mówię wam, puśćcie porwaną kobietę! Puśćcie ją i oby ręce wasze płonęły na wieki w ogniu piekielnym! Czyż nie wiecie, że stoi ona tak wysoko ponad wami jak niebo ponad ziemią, że jest równie wykwintna, jak wy jesteście ordynarni, a równie dobra, jak wy źli jesteście!
Powiem wam jeszcze, kim ona jest. Jest aniołem niebiańskim, a była też żoną hrabiego z Borgu. Teściowa dręczyła ją w dzień i w nocy, kazała jej prać w jeziorze, biła i dokuczała, tak że gorszego losu nie ma żadna z żon waszych. Wiemy wszyscy, że chciała skoczyć w wodę, z obawy przed męczeństwem. Któryż to z was, draby jedne, pośpieszył jej z pomocą? Nie było żadnego, a my ocaliliśmy ją, my, kawalerowie.
Kiedy urodziła dziecko, daleko stąd, w chacie wiejskiej, kazał jej mąż powiedzieć, że zawarli ślub za granicą wbrew naszym zwyczajom, przeto nie jest jego żoną ni on jej mężem, a dziecko go nic nie obchodzi. Cóż byście uczynili, urwipołcie, w tym wypadku, gdyby powiedziała któremuś z was: „Nie chcę, by dziecko moje doznawało w życiu krzywd jako nielegalne, przeto ożeń się ze mną, gdyż chcę dlań ojca!” Czyżbyście wyzbyli się pychy? Ona jednak nie wybrała żadnego z was, ale wzięła Göstę Berlinga, biednego proboszcza, któremu nie wolno głosić słowa bożego. Zaręczam wam, że nigdy mi nic trudniej nie przyszło, jak zgodzić się na to, gdyż czułem się jej niegodny i nie śmiałem jej patrzeć w oczy. Ale nie mogłem też odmówić, gdyż była w wielkiej rozpaczy.
Możecie sobie co chcecie myśleć o nas, kawalerach, dla niej jednak byliśmy zawsze dobrzy i pomagaliśmy jej z całych sił. Jej to jest także zasługą, żeśmy was nie wystrzelali do jednego. Powtarzam tedy, puśćcie ją i idźcie sobie precz, gdyż inaczej ziemia się rozewrze i pochłonie was. W drodze powrotnej proście też Boga o przebaczenie, żeście przestraszyli i zmartwili tak dobrą i niewinną istotę. A teraz wynoście się! Dość was mamy!
Jeszcze przed zakończeniem mowy chłopi zdjęli hrabinę z ramion i posadzili na kamiennych schodach. Teraz przystąpił do niej barczysty chłop i podał jej rękę.
— Bądźcie zdrowi i Bóg zapłać! — powiedział. — Nie chcieliśmy pani hrabinie nic złego uczynić.
Potem zbliżył się drugi, ujął ostrożnie jej dłoń i rzekł:
— Bądźcie zdrowi! Niechże się pani hrabina na nas nie gniewa!
Gösta zeskoczył i stanął obok niej, a oni i jemu podali ręce.