Wyprostował się i krzyknął:

— Widzę, że wszyscy jesteście zdziwieni moim postępkiem?

Głos jego donośny i jasny rozlegał się po całym podwórcu.

— Ta czapka i laska jest to rodowa pamiątka właścicieli Falli. Były one własnością Eryka, mego teścia, on zaś otrzymał je w spadku po dawnych właścicielach gospodarstwa. Rzeczy te cieszyły się zawsze wielkim poszanowaniem w naszym domu i nie ścierpię, by ich używał dla błazeństwa taki wariat stary. Nie wiem, jak doszedł do ich posiadania, ale to wiem, że nie pozwolę, by się pysznił naszą własnością.

Jan uspokoił się bardzo prędko i stał z rękami skrzyżowanymi na piersiach, słuchając obojętnie przemówienia Larsa, a miał taką minę, jakby wcale o niego i jego insygnia nie szło.

Gdy Lars skończył mówić, Jan uczynił gest rozkazujący i powiedział do stojącego najbliżej parobka:

— Drogi szambelanie! Przynieś mi koronę i berło moje!

Ale nikt się nie ruszył, by mu pomóc, ten i ów zaśmiał się nawet w głos. Wszyscy do jednego stanęli po stronie Larsa.

Jedną tylko osobę spośród obecnych zdjęła litość.

Z tłumu wzbił się jakiś głos kobiecy: