Proboszcz mówił, a Jan obracał raz po raz ku drzwiom głowę. Potem dał znak Katarzynie, siedzącej w ostatnim rządzie krzeseł i mającej lepszy dostęp do drzwi, by wyjrzała. Posiedziała jeszcze chwilę, ale rozważywszy, że Janowi nie trzeba się w tym czasie sprzeciwiać, wstała na koniec. Nie ujrzawszy znowu nikogo, potrząsnęła ku mężowi przecząco głową i wróciła na miejsce.
Proboszcz nie zwracał uwagi na krętaninę Katarzyny, ale ku wielkiej radości tych, którzy mieli być pytani, pełną parą wjechał w poruszony temat i zapomniawszy o właściwym katechizowaniu, rozwijał przed słuchaczami piękne myśli, nasuwające mu się ciągle.
— Pomyślcie tylko — mówił — czyż nie podnosi ducha widok domostwa, gdzie wszystko, co może stworzyć praca młodych, oddane zostaje dla użytku rodziców i ich wygody. Oni to, gdyśmy byli mali i nie mogli dać sobie rady, z wysiłkiem nieraz wielkim hodowali nas, zapominając o sobie. Jakże słuszne jest, by wówczas, kiedy gospodarstwo obejmie młoda para, rodzice ci, starzy zawsze prawie, czuli się u dzieci swych jak w niebie...
W chwili gdy proboszcz wypowiadał te słowa, rozległ się w przeciwległym kącie izby cichy płacz. Lars Gunnarson, siedzący przez cały czas z pochyloną nabożnie głową, wstał szybko, przeszedł pokój stąpając na palcach, by nie przeszkadzać proboszczowi, otoczył swą teściową ramieniem i przyprowadził ją do stołu, przy którym siedział kaznodzieja.
Tu musiała zająć miejsce Larsa, a on stanął za nią i spoglądał z góry. Dał znak swej żonie, a ona wstała i stanęła obok. Wyglądało to bardzo pięknie i wszyscy zrozumieli, co chciał przez to wyrazić; chciał zaznaczyć, że właśnie u niego jest tak, jak wedle słów proboszcza wszędzie dziać się powinno.
Proboszcz spoglądał radośnie uśmiechnięty na starą matkę i młodą parę, jedno mu tylko psuło wrażenie, a mianowicie, że stara Erykowa płakała i to coraz bardziej, coraz rozpaczniej64. Zaprawdę, takiego rozrzewnienia nie wywołały słowa jego u żadnego z parafian.
Uczynił małą pauzę, a potem ciągnął dalej:
— Niewielka sztuka przestrzegać czwartego przykazania jak długo jesteśmy mali i potrzebujemy opieki rodziców, potem natomiast wymaga to pewnego wysiłku i przezwyciężenia. Gdy dorośniemy, gdy dojdziemy do pełni wieku, wyda nam się zaraz, że jesteśmy tak samo jak rodzice mądrzy...
Proboszcz urwał, przeszkodził Jan, który dopchawszy się z trudem sam do drzwi, otworzył je i wyszedł.
Musiał mieć więcej od innych szczęścia, gdyż wszyscy usłyszeli, że pozdrawia kogoś i rozmawia z nim.