Nie tylko on sam zresztą, wszyscy zebrani zadowoleni byli bardzo z ich przybycia. Nie pamiętał jakoś nikt z obecnych o podejrzeniach żywionych odnośnie do Larsa, przepadły one, rozwiały się w niwecz.

Lars i żona jego przepraszali za opóźnienie, ale Lars miał taki ból głowy, że myśleli, iż nie będą już mogli wziąć udziału w uroczystości. Ulżyło mu po pewnym czasie i postanowił skorzystać z zaproszenia Oli Bengsta. Prawdopodobnie ból prędzej przeminie w miłym towarzystwie znajomych i sąsiadów.

Lars miał oczy nieco zapadłe, a na skroniach włosy mu się nieco przerzedziły. Poza tym jednak wesół był i towarzyski jak co roku na przyjęciu u Oli. Ledwo Lars i Nils wzięli w usta kilka kąsków, niezwłocznie zawiązała się pomiędzy nimi ożywiona rozmowa o handlu drzewem, wielkich zyskach i pożyczanych sumach.

Siedzący wkoło biedacy przerazili się po prostu niesłychanych cyfr padających co chwila i nie śmieli mieszać się do rozmowy. Ale stary Ola zabrał głos:

— Kiedy już mowa o pieniądzach, to rad bym wiedzieć Nilsie, czy przypominasz sobie ten skrypt na 17 000 talarów, który mi wystawił dawny właściciel duwneńskiej huty? Pewnie pamiętasz, że się gdzieś zapodział i nie mogłem zeń skorzystać w czasie, kiedy źle było ze mną bardzo. Mimo to napisałem do dłużnika, zgłosiłem swą pretensję, dostałem jednak odpowiedź, że leży na śmiertelnej pościeli. Po śmierci jego nie znaleziono żadnego zapisku w księgach handlowych i odpowiedziano mi ze strony egzekutorów testamentu, iż nie można mi wypłacić tej należytości, gdyż nie mogę wykazać się skryptem dłużnym. Szukałem go wszędzie i obaj synowie szukali, wszystko jednak skończyło się na niczym.

— Czy chcecie przez to powiedzieć ojcze, żeście go znalazł? — zawołał syn.

— Dziwna rzecz! — ciągnął dalej Ola. — Pewnego dnia przyszedł do mnie Jan ze Skrołyki i powiedział mi całkiem stanowczo, że skrypt leży w skrytce wielkiej skrzyni z odzieżą. Powiadał, że widział we śnie, jak go stamtąd dobywam.

— Przecież szukaliście i tam?

— To prawda! Szukałem w skrytce mieszczącej się na lewej ścianie skrzyni. Ale Jan twierdził, że skrypt leży po stronie prawej. Naturalnie zacząłem szukać na nowo i znalazłem, rzeczywiście, na samym spodzie, po prawej stronie, zapomnianą zupełnie skrytkę, a w niej leżał sobie najspokojniej mój skrypt!

Syn odłożył na chwilę nóż i widelec, ale wziął je zaraz ponownie do rąk. W tonie ojca zauważył coś, jakby ostrzeżenie. Może wszystko było zresztą zmyślone.