— Pewnie skrypt był przedawniony! — wtrącił od niechcenia.
— Gdyby sprawa dotyczyła innego dłużnika, nic by nie było ze skryptu, bo czas minął! — odrzekł stary. — Udałem się zaraz do młodego właściciela duwneńskiej huty, a on niezwłocznie uznał należytość. „Jasne jak słońce — powiedział mi — że uznaję zobowiązanie ojca mego, któremu wszystko co mam zawdzięczam! Tylko mój drogi, Olo Bengsta, musicie mi dać parę tygodni czasu. Suma jest poważna i trudno by mi było zapłacić ją w tej chwili”.
— To szlachetny człowiek! — powiedział syn i uderzył ręką po stole. Mimo podejrzeń, jakie żywił, radość wcisnęła się do jego serca. Cóż za dziwak z tego starego! Jakże mógł nosić się przez cały dzień z tak wspaniałą nowiną i nie pisnąć słówka?
— Powiedziałem mu tedy — ciągnął dalej Ola — że wcale nie potrzebuje płacić. Jeśli tylko wystawi świeży skrypt, to pieniądze mogą zostać u niego na procencie.
— Doskonaleście postąpił76, ojcze! — pochwalił Nils.
Trudno mu było zachować się tak spokojnie, jak tego pragnął. Głos jego zabrzmiał donośnie i wesoło. Wiedział jednak przy tym, że Oli dowierzać nie można. Za chwilę gotowe mu wpaść do głowy powiedzenie, że wszystko to było jeno zmyśleniem i fantazją.
— Pewnie mi nie dowierzasz? — spytał Ola — Chcesz zobaczyć skrypt? Liza! Przynieś mu go!
Za chwilę miał syn przed oczyma cudowny ów skrypt. Spojrzał przede wszystkim na podpis i poznał czytelne, śmiałe pismo pana hut duwneńskich. Potem sprawdził sumę i przekonał się, że wszystko w porządku.
Skinął głową żonie swej siedzącej naprzeciwko na znak, że wszystko jest prawdą, potem zaś podał jej dokument, gdyż była oczywiście straszliwie ciekawa ujrzeć go na własne oczy.
Przeczytała skrypt od początku do końca jak najstaranniej.