— A cóż to znaczy? — spytała i odczytała... — Zapłacę Lizie Persdotter w Askadalarnie, wdowie po Bengście Olsonie... Czyż Liza ma otrzymać te pieniądze?

— Tak! — potwierdził Ola. — Darowałem jej tę sumę, gdyż jest moim prawdziwym dzieckiem.

— Ależ to krzywda dla...

— Nie ma żadnej krzywdy! — odrzekł znużonym głosem Ola. — Spłaciłem wierzycieli swoich i nic nie jestem dłużen nikomu. Zdawałoby się może — ciągnął dalej stary z naciskiem, zwracając się do syna — że mam jeszcze jednego wierzyciela i ja sam tak sądziłem nawet, ale teraz wiem na pewno, przekonałem się, że tak nie jest!

— Mnie macie ojcze na myśli! — odrzekł Nils. — Niestety, o mnie nie pomyślicie nigdy...

Chciał dalej mówić, ale nie dowiedział się ojciec, o co mu idzie, gdyż od drugiego końca stołu rozległ się przeraźliwy krzyk.

Lars Gunnarson pochwycił nagle pełną flaszkę wódki i przyłożył do ust. Żona jego krzyknęła i chciała mu ją odebrać. Ale odsunął ją na bok i wypił do połowy. Potem postawił na stole i zwrócił się do żony. Twarz jego stała się purpurowa, oczy rozwarły się szeroko, spoglądał dziko wokoło i zaciskał pięści.

— Czyś nie słyszała? — zawołał — Jan odnalazł skrypt. Rzecz jasna! Jan jest jasnowidzący! Wszystko, co mu się śni, to szczera prawda. Przekonasz się, że jak powiedział, dziś jeszcze spotka mnie nieszczęście!

— Powiedział tylko, byś się strzegł! — próbowała go uspokoić żona.

— Nie dałaś mi spokoju, aż się zgodziłem przyjść tutaj! — zawołał. — Sądziłaś, że zapomnę, co to za dzień dzisiaj? Tymczasem otrzymałem tu ostrzeżenie.