Chociaż... zauważyły to jednak jakieś żywe istoty. Coś się poruszało tam w dali, coś się unosiło w górę sponad grzbietu gór. Na jasnych chmurach dymu zamajaczały liczne, czarne punkty. Punkty te kłębiły się zrazu w górę, potem zaś zszeregowały78 się w wydłużone linie przypominające lecący rój pszczół.
Były to naturalnie ptaki. Przedziwnym ostrzeżone instynktem porzuciły legowiska nocne, uniosły się na skrzydłach i poszybowały w dal.
Ptaki wiedzą zawsze dużo rzeczy nieznanych ludziom. Zrozumiały, że dzieje się coś niezwykłego.
Noc zapadała, ale nie czyniło się chłodniej, przeciwnie, gorąc rósł z każdą chwilą. Musiało tak być zresztą, bo sklepienie niebios zniżało się ciągle. Janowi zdawało się, że opadło już tak, iż dotknęło sterczącego tam w dali wierzchołka Snipy.
Kiedy już tak być musiało, że świat się skończy lada chwila i nie ma nadziei na otrzymanie wieści od Klary Gulli, a tym mniej na ujrzenie jej, aż chyba w niebie, zapragnął gorąco doznać przynajmniej tej łaski, by mógł się dowiedzieć, czym ją obraził, aby błąd swój naprawić, zanim wszystko, co ma z ziemią związek, rozpadnie się w nicość. Cóż to było za przewinienie wielkie, którego mu przebaczyć nie mogła? Dlaczego unicestwiła i zabrać kazała cesarskie insygnia?
W chwili, gdy sobie zadawał to pytanie, spojrzenie jego padło na mały kawałek złotego papieru, leżący na ziemi. Błyskał i migotał, jakby chciał zwrócić jego uwagę na siebie, ale w tej chwili nie miał ochoty zajmować się takim głupstwem. Była to resztka którejś z gwiazd orderowych, wypożyczonych od szalonej Ingeborgi. O znikomościach tych przez całą już zimę myśleć nawet nie chciał i pogardził nimi całkiem.
Było coraz goręcej i tamowało Janowi oddech. Koniec świata zbliżał się szybko, więc pomyślał, że dobrze może, iż przyjdzie od razu, niespodzianie dla ludzi.
Uczuł, że słabnie z każdą chwilą coraz to bardziej. Nie mógł już prosto siedzieć, spełznął tedy ze stopni i wyciągnął się na ziemi.
Źle to może, iż nie uprzedził Katarzyny o tym, co się stanie. Ale nie wróciła jeszcze do domu i zabawiała się wesoło na uczcie u starego sieciarza.
— Może mi się jeszcze uda dowlec do starego Oli? — powiedział do siebie. — Rad bym się pożegnać z nim serdecznie!