Nagle doznał olśnienia. Tak... tak... to była odpowiedź, której szukał długo nadaremnie! Teraz wiedział, dlaczego jego dziewczyna przez całą zimę czuła doń urazę. Uczynił krzywdę szalonej Ingebordze. Nie powinien był jej żadną miarą odmawiać pozwolenia na wyjazd do Portugalii.

Złe miał, zaprawdę, wyobrażenie o wielkiej cesarzowej, mniemając, że nie zechce widzieć przy swym boku szalonej Ingeborgi. Przeciwnie, pragnęła śpieszyć z pomocą takim właśnie nieszczęśliwym istotom jak Ingeborga.

Nic dziwnego, że ją to rozgniewało i że go ukarała! Powinien był zrozumieć, iż państwo jej stoi otworem właśnie dla biednych, opuszczonych i nieszczęśliwych.

Nic się jednakże nie dało uczynić dla naprawienia złego, albowiem nie zjawi się już dzień następny. Ach! Gdyby znów zaświtało — jutro poszedłby natychmiast do szalonej Ingeborgi i rozmówiłby się z nią. Tak, niezawodnie byłby to pierwszy jego krok.

Zamknął oczy i złożył ręce. Uczuł niezmierną ulgę, kiedy ta troska spadła mu z serca. Śmierć stała mu się nierównie lżejsza, utraciła ów kolec, co sumienie ranił.

Nie wiedział, ile czasu minęło aż do chwili, gdy posłyszał słowa stojącej nad nim Katarzyny.

— Cóż ci to Janie? Nie umierajże mi przecie!

Było tyle przerażenia w tonie tych słów, że otworzył oczy.

I cóż ujrzał za pierwszym zaraz spojrzeniem? Oto Katarzyna trzymała w rękach cesarską jego czapkę i laskę.

— Prosiłam właścicieli Falli, by ci to zwrócili! — powiedziała. — Lepiej, byś znów został cesarzem, niż stracił całą ochotę do życia. Tak wytłumaczyłam i oddali.