— Ale dziewczyna... dziewczyna! — zawołał Jan. — Gdzież jest?
— Gdzie jest? — powtórzył poseł patrząc na list. — Pisze, że nie była w stanie w tak krótkim czasie odłożyć tak wielkiej kwoty. Ale znalazła służbę u pewnej dobrej pani, która dała jej pieniądze naprzód. Musi je teraz dopiero odsługiwać.
— Więc nie przyjedzie? — spytał Jan.
— O ile wiem... — odrzekł poseł — to teraz jeszcze wracać nie może. Musi odsłużyć.
Jan położył się znowu i obrócił do ściany.
Cóż go obchodzić mógł grunt i dom, i wszystko? Czym że było mu życie bez jego drogiej Klary Finy Gulleborgi?
Początek złudy
Przez pierwszych kilka tygodni po bytności posła nie był Jan zdolny do żadnej roboty. Leżał ciągle na łóżku i gryzł się.
Każdego ranka wstawał, co prawda, ubierał się i chciał iść do Falli. Ale doszedłszy do drzwi, uczuwał takie znużenie i bezsilność, że nie pozostawało nic innego, jak położyć się z powrotem na łóżku.
Katarzyna wysilała się na cierpliwość, bo wiedziała, że tęsknota, podobnie jak każda inna choroba, wymaga czasu, by się przełamać i zniknąć. Dziwiła się tylko, czemu w danym wypadku tęsknota Jana za córką trwa tak długo i zachodziła w głowę, obliczając, kiedy minąć może. Może do samych świąt Bożego Narodzenia albo przez całą zimę nawet!