Staruszka zamilkła, wzdychała przez chwilę, a potem powiedziała dobitnie:

— Chciałam się was w jednej sprawie spytać o radę. Nie zaliczacie się do tych, którzy to, co się im powie, trąbią na cały świat.

— Umiem trzymać język za zębami.

— Wiem, zauważyłam to od dawna!

Jan uczuł ciekawość niezmierną. Cóż by to było dziwnego, gdyby Klara Gulla zwróciła się do swej matki chrzestnej, Erykowej, z prośbą przygotowania rodziców na owo wielkie szczęście, jakie ją spotkało.

Stary Ola dostał zaraz po rozmowie przerwanej przez siostrzenicę ataku podagry i gorączkował długo, a potem chorzał przez kilka tygodni, tak że Jan nie mógł z nim pomówić. Teraz wstał z tapczana, ale osłabiony był bardzo, a co gorsza, zdaje się skutkiem choroby, utracił pamięć. Jan czekał i czekał, czy nie zacznie sam mówić o Klarze Gulli, gdy to jednak nie następowało, a Ola nie dorozumiewał się nawet znaczenia częstych napomknień, Jan zapytał go wprost.

Wówczas starzec oświadczył, że nie otrzymał żadnego listu. Dla udowodnienia wyciągnął nawet szufladę stołu i uchylił wieka kufra z odzieżą, tak że Jan przekonał się na własne oczy, iż listu nie było.

Musiał tedy zapomnieć, gdzie list schował, toteż dziewczyna, zostając długo bez wieści, niezawodnie zwróciła się do starej Erykowej, swej chrzestnej matki. Szkoda tylko, że nie uczyniła tego od razu.

Gospodyni stała długo, milcząc i bijąc się z myślami, a Jan tymczasem upewniał się coraz to bardziej w swych przypuszczeniach. Tedy z wielkim trudem śledził jej słowa, gdy znowu zaczęła mówić o swym ojcu.

— Kiedy ojciec mój — powiedziała — leżał na łożu śmierci, przywołał Eryka i podziękował mu za to, że zawsze był dlań dobry, chociaż z braku sił przez kilka lat ostatnich na nic się przydać nie mógł w gospodarstwie. „Nie myślcie o tym, ojcze — powiedział Eryk. — Rad bym, byście jak najdłużej pozostał pośród nas!” Tak powiedział i takie miał przekonanie!