— To prawda! — zawołał Jan. — Eryk nie był nigdy nikczemnym obłudnikiem!

— Czekajcież no Janie! — powiedziała. — Mówmy naprzód o moim ojcu. Czy pamiętacie tę laskę ze srebrną gałką, którą nosił mój ojciec?

— Pamiętam także tę wysoką czapkę, w którą ubierał się zawsze do kościoła! — potwierdził Jan.

— Co? Pamiętacie i tę czapkę, Janie? — zdziwiła się. — Otóż powiem wam, że ojciec mój, leżąc na łożu śmierci, kazał przynieść czapkę i laskę i dał Erykowi jedno i drugie. „Mógłbym ci dać coś innego — powiedział — co ma większą wartość pieniężną, ale daję ci to, o czym każdy wie, żem używał sam, albowiem będzie ci to zaszczytem i da świadectwo wobec wszystkich, żeś był dla mnie dobry!”

— To święta prawda! — przychwalił49 Jan. — Eryk zasłużył sobie rzetelnie na ten zaszczyt!

Gdy wymawiał te słowa, spostrzegł, że gospodyni otula się ciaśniej chustką. Niewątpliwie ukrywała coś pod nią, a była to zapewne rzecz przysłana przez Klarę Gullę. Miał nadzieję, że zacznie i o tym, byle tylko cierpliwie czekał. Gadanina o ojcu był to oczywiście tylko wstęp do tamtej rzeczy głównej.

— Opowiadałam o tym często moim dzieciom, a także Larsowi Gunnarsonowi — ciągnęła dalej gospodyni — i kiedy zachorzał Eryk, spodziewali się Lars i Anna, że wezwie ich do swego łoża, jak Eryka zawezwał mój ojciec. — Dobyłam tedy obie rzeczy ze skrzyni, by je mieć pod ręką na wypadek, gdyby chciał je dać Larsowi. Ale Eryk nie wspomniał o tym nawet.

Głos gospodyni załamał się przy tych słowach, a gdy zaczęła znowu, mowa jej była drżąca, nieśmiała i trwożna.

— Pewnego dnia, gdy byliśmy sami, spytałam męża, jak chce, żeby postąpić. Odpowiedział, żebym uczyniła, jak mi się podoba. Mogę dać laskę i czapkę Larsowi, albo i nie dać. Zaraz przerwał, powiadając, że mówić długo nie może.

Powiedziawszy to, odwinęła Erykowa swą wielką chustkę i Jan zobaczył laskę niezwykłej długości z wielką srebrną gałką.