— Zdarzają się takie słowa, których nie sposób wypowiedzieć! — powiedziała Erykowa z wielką powagą. — Tedy proszę was, Janie, odpowiedzcie mi jeno znakiem, jeśli wam będzie trudno inaczej... Czy mam dać te rzeczy Larsowi Gunnarsonowi, czy nie?
Jan cofnął się zdumiony wstecz. Szło tu o rzecz, o której już dawno myśleć przestał. Wydało mu się, że Eryk z Falli zmarł przed wiekiem i z trudem jeno mógł sobie przypomnieć, co zaszło onego dnia w lesie.
— Rozumiecie mnie, Janie? — ozwała się znowu. — Chcę się tylko dowiedzieć, czy Lars może wziąć laskę i czapkę z tym samym prawem, co niegdyś Eryk? Musicie to wiedzieć, byliście przecież wówczas w lesie!
Jan milczał, a ona powiedziała:
— Bardzo bym była rada, mogąc te rzeczy oddać Larsowi. Zdaje mi się nawet, żeby mi wówczas lepiej się działo w domu młodych gospodarzy na Falli.
Znowu głos jej utknął w gardle i Jan zaczął się dorozumiewać, dlaczego tak prędko osiwiała. Był jednak tak bardzo zajęty myślą o Klarze Gulli, że nie postała mu w głowie jakaś zemsta.
— Najlepsza rzecz — odparł powoli — żyć w zgodzie z wszystkimi. Jedyna to i najprostsza reguła życia!
Erykowa odetchnęła z głębi piersi.
— Takie jest wasze zdanie, Janie? — powiedziała. — A więc tak się rzeczy miały, jak się domyślałam?
Wyprostowała się, tak że się nagle wydała dziwnie wysoka i rzekła: