Majątek Gunnara Hedego, Munkhyttan, znajdował się w ubogiej gminie leśnej, we wschodniej części Dalarny7. Był to duży teren na pustkowiu, którego większość zajmowała surowa przyroda: skaliste wzgórza i jeziorka. Mieszkańcy nie mieliby z czego żyć, gdyby nie pozwolenie na handel obnośny po całym kraju. W okolicy tej roiło się od dawnych legend o biednych parobkach i wieśniaczkach, którzy ruszyli z workiem drobiazgów na plecach, a wrócili w złotej karocy ze skrzyniami pełnymi pieniędzy.
Jedną z najwspanialszych opowieści była ta o dziadku Hedego. Był on synem biednego grajka, dorastał ze skrzypkami i kiedy skończył siedemnaście lat, wyruszył w drogę z workiem na plecach. A gdziekolwiek się pojawił, do pomocy w handlu miał skrzypki; czułymi melodiami zachęcał ludzi do tańca i tak sprzedawał jedwabne chusty, grzebienie i igły. Targi schodziły na żartach i muzykowaniu. Szło mu tak dobrze, że w końcu mógł kupić Munkhyttan wraz z kopalnią i zastąpić znajdującego się na skraju nędzy gospodarza.
Tak został włodarzem i poślubił piękną córkę dawnego właściciela.
Potem starzy państwo — bo wciąż tak ich nazywano — myśleli tylko o tym, jak upiększyć swoje gospodarstwo. To oni przenieśli główne budynki na prześliczną wyspę, położoną blisko brzegu jeziorka, wokół którego rozciągały się pola i kopalnie. Za ich czasów dobudowano piętro (chcieli mieć bowiem przestrzeń do przyjmowania gości), podobnie zewnętrzne schody o dwóch podejściach. Całą świerkową wysepkę obsadzili drzewami liściastymi, a w kamienistej ziemi utworzyli alejki, wybudowali altanki, chylące się nad jeziorko niczym ptasie gniazda. Piękne francuskie róże, otaczające taras, holenderskie meble, francuskie skrzypce — wszystko to sprowadzili do domu. To także oni kazali wznieść mur, który chronić miał sad przed północnym wiatrem, oni też założyli szklarnię z winoroślą.
Starzy państwo byli radosnymi, życzliwymi ludźmi starej daty. Pani pragnęła uchodzić za nieco dostojną, lecz pan ani trochę. W całym tym luksusie, jaki go otaczał, chciał zawsze pamiętać, kim był dawniej — dlatego w gabinecie, gdzie pracował i przyjmował wizyty, nad pulpitem wisiał wór i domowej roboty czerwone skrzypki.
Także po jego śmierci wór i skrzypki pozostały w tym samym miejscu. Na ich widok syn i wnuk za każdym razem czuli wdzięczność. To te proste narzędzia stworzyły Munkhyttan, a Munkhyttan jest najlepszym miejscem na świecie.
Jak do tego doszło? Faktycznie było tak, że miejscu temu towarzyszyło życie dobre, przyjemne i beztroskie, ród Hede ukochał ten dom. Szczególnie Gunnar Hede był przywiązany do Munkhyttan. Mówiono nawet, iż niewłaściwie jest twierdzić, że posiada to gospodarstwo. Przeciwnie, owo pradawne miejsce w zachodniej Dalarnie posiadało Gunnara Hedego.
Gdyby nie stał się niewolnikiem wielkiego, starego budynku smaganego wiatrami, tych kilku akrów ziemi i lasu, tych przerośniętych jabłoni, kontynuowałby naukę lub — lepiej — wyjechał na studia muzyczne, co, zdaje się, było jego właściwym powołaniem. Lecz gdy przyjechał z Uppsali i zobaczył, jak mają się sprawy i że faktycznie należy sprzedać włości, o ile szybko nie zarobi dużych pieniędzy, porzucił wszelkie plany i postanowił wyruszyć z handlem obnośnym, jak uczynił jego dziadek.
Matka i narzeczona Hedego błagały, by raczej sprzedał dom niż żeby w ten sposób dlań się poświęcał, ale był nieugięty. Założył chłopskie odzienie, zakupił towary i ruszył po kraju jako wędrowny sprzedawca. Sądził, że w kilka lat handel przyniesie mu zarobek, którym spłaci długi i ocali majątek.
W kwestii gospodarstwa osiągnął nawet sukces dzięki swej przedsiębiorczości. Ale na siebie samego ściągnął potworne nieszczęście.