Anna Stina tak się przestraszyła, że słów jej zabrakło. Wówczas Ingrid postanowiła zwierzyć się staruszce i cichym, pięknym głosem opowiedziała jej swą historię.

Ledwie w paru słowach opisała, jak to leżała w grobie i jak Dalarczyk przyszedł jej z pomocą, a stara panna Stava zarumieniła się i chcąc to zataić, pochyliła głowę. Trwało to raptem chwilę, lecz musiało oznaczać coś dobrego, bo odtąd miała życzliwą minę.

O wszystko szczegółowo wypytywała; przede wszystkim chciała wiedzieć, czy Ingrid nie bała się szaleńca.

— Ależ nie, w ogóle nie był groźny. Ani obłąkany. Umiał i kupić, i sprzedać. Był tylko przerażony.

Najtrudniej było Ingrid opowiedzieć, co usłyszała od przybranej matki. Ale szczerze wszystko opisała — mimo łez napływających do oczu.

Stava podeszła do niej, odsunęła jej chustkę i spojrzała dziewczynie w oczy. Po czym poklepała ją po policzku i rzekła:

— To może panienka pominąć, jeśli chce! Nie muszę wiedzieć wszystkiego. A teraz mi wybaczcie, muszę zanieść kawę jaśnie pani. Zaraz wrócę, by usłyszeć ciąg dalszy.

Po powrocie oznajmiła, że opowiedziała radczyni o młodziutkiej dziewczynie, która leżała w grobie. Teraz pani chce ją zobaczyć.

Poprowadzono je schodami na górę, do saloniku jaśnie pani.

Anna Stina zatrzymała się przy drzwiach eleganckiego pokoju, lecz Ingrid nie czuła się skrępowana. Natychmiast podeszła do starszej pani i chwyciła ją za rękę. Mogła być nieśmiała wobec innych, mających mniej dostojny wygląd, ale w tym domu się nie wstydziła. Czuła jedynie nieskończoną radość, że tu przyszła.