Za dnia, opuściwszy komnatę z baldachimowych łożem, przesiadywała w saloniku. Haftowała lub malowała na jedwabiu, a gdy się tym znużyła, grywała na gitarze, śpiewała piosenki i gawędziła z radczynią, która nauczyła ją mówić po francusku i — zachwycona — chowała ją na wytworną damę.

Zamek, do którego przybyła dziewczyna, był zaczarowany. Od tej myśli nie dało się uciec. Już w pierwszej chwili odniosła takie wrażenie i wciąż do niej powracało.

Nikt tam nie przychodził i nikt stamtąd nie wychodził. W wielkim domu dbano tylko o parę pokoi. Reszta stała nietknięta. Nikt nie przechadzał się po ogrodzie, nikt się oń nie troszczył. W gospodarstwie pracował tylko jeden parobek i staruszek, który rąbał drewno. A panna Stava miała jedynie dwie służące — pomagały jej w kuchni i w oborze.

Jednak na stole zawsze stało wykwintne jedzenie, jaśnie pani i Ingrid miały wszystko podane i ubierały się jak wytworne damy.

Nawet jeśli w starym majątku nic nie rosło, było to miejsce o glebie stworzonej do zasiania marzeń. I choć nie uprawiano tam żadnych roślin, Ingrid była tą, która troszczyła się o swoje wyobrażone róże. Rozkwitały wokół niej, gdy tylko znalazła samotną chwilę. Zdawało jej się wówczas, że czerwone pąki tworzą nad nią baldachim.

Dookoła wysepki — tam, gdzie drzewa chyliły się ku wodzie, długie gałęzie wyginały się nad trzcinami i rosły bujne krzewy — biegła ścieżka, po której Ingrid często spacerowała. Dziwiła się, oglądając drzewa z literami wyrytymi w korze, stare ławki, miejsca odpoczynku i kilka zrujnowanych altanek — tak przegniłych, że nie śmiała do nich wchodzić.

Że też byli tu kiedyś ludzie, że też było życie, pasja i miłość, nie zawsze był to jedynie zaczarowany zamek...

Na brzegu tę magię czuć było najsilniej. To tutaj przychodziła do Ingrid owa uśmiechnięta twarz. Tu mogła chodzić i dziękować studentowi, bo to on przyprowadził ją w miejsce, gdzie była szczęśliwa, gdzie ją kochano i pozwolono jej zapomnieć, jak surowo była wcześniej traktowana.

Gdyby nie on tak tym wszystkim pokierował, za nic nie mogłaby tu zostać, za nic.

Była całkowicie pewna, że to dzięki niemu. Nigdy wcześniej jej myśli nie były tak nieokiełznane; zawsze o nim myślała, ale nigdy przedtem nie czuła, że jest tuż przy niej, że zaopiekował się nią.