— Nie czyściliśmy studni.
— To dobre miejsce — rzekła pani Żal — odpowiada mi. Za kilka lat będzie tu tak, że moje ptaszyska zamieszkają cały dom. Jest panna dla nich przemiła.
Stava dygnęła pokornie na tę pochwałę.
— A co poza tym słychać w majątku? — spytała pani Żal. — Jak minęły święta?
— Święta minęły jak dawniej — odparła panna Stava. — Jaśnie pani całymi dniami dzierga, myśli tylko o synu i nie wie, że jest Boże Narodzenie. Wigilię świętowaliśmy jak każdy zwykły dzień. Żadnych prezentów i żadnych światełek.
— Ani choinki, ani świątecznych potraw?
— Nie pojechaliśmy do kościoła, miłościwa pani, nawet świeczek nie wystawiliśmy w oknach nad ranem.
— Dlaczegóż pani radczyni miałaby świętować narodziny Syna Bożego, skoro Bóg nie raczy uleczyć jej własnego dziecka? — skwitowała pani Żal.
— To racja, nie ma powodu.
— Rozumiem, że syn w domu. Może już mu lepiej?