Ingrid podskoczyła; to dzwonek radczyni zadźwięczał nagle. Dziewczyna siedziała, fantazjując tak żywo, że teraz zdziwiła się, iż jaśnie pani jest sama, a czarne sanie nie stoją przed wejściem.
Jaśnie pani dzwoniła, by wezwać pannę Stavę, lecz ta nie przychodziła. Poprosiła więc Ingrid, by zeszła ją zawołać.
Dziewczyna zastała niebieski pokoik pusty. Chciała zapytać w kuchni, gdzie jest gosposia, ale nim otworzyła drzwi, usłyszała Hedego. To ją zatrzymało, nie śmiała wejść i go spotkać.
Próbowała jednak stoczyć walkę sama ze sobą. To nie jego wina, że nie był tym, na kogo czekała. Chciała dla niego coś zrobić. Trzeba go przekonać, by został w domu. Wcześniej nie odczuwała wobec niego niechęci. W ogóle jej nie przerażał.
Schyliwszy się, zajrzała przez dziurkę od klucza.
Hede siedział przy stole i jadł. Wyglądało to zupełnie zwyczajnie. Służące naśmiewały się z niego, by usłyszeć jego dziwną mowę.
Pytały, z kim się teraz ożeni.
Uśmiechnął się, lubił być o to pytany.
— Na imię ma Cmentarna Lilia, wiesz przecież.
Nie, służąca nie wiedziała, że ma tak pięknie na imię.