W tym samym czasie zdarzyło się, że na plebanii w Råglandzie, gdzie Ingrid się wychowała, zmarło małe dziecko, więc grabarz miał przygotować grób.
Chłop zaczął kopać tuż obok miejsca, gdzie ledwie rok temu wybierał grudy, szykując dół dla Ingrid. A kiedy dotarł kilka stóp pod ziemię, odsłonił jej trumnę.
Grabarz uśmiechnął się lekko pod nosem. Nie było siły, by ominęły go słuchy, jakoby leżąca tutaj nieboszczka wstała z grobu i ponoć straszyła. Już w dzień pogrzebu miała rzekomo odkręcić śruby, wyjść z trumny i pokazać się w domu. Wikariuszowa niezbyt dobrze to zniosła, a ludzie z wioski lubili takie opowieści.
Grabarz pomyślał, że gdyby tylko ludzie wiedzieli, jak porządnie grzebie się tutejszych zmarłych i jak dokładnie przykręca...
Tu musiał przerwać swoje rozmyślenia. W rogu, który mu się odsłonił, pokrywa była nieco skrzywiona, a jedna śruba poluzowana.
Nic nie powiedział ani nie pomyślał, ale na moment zaprzestał kopania i odgwizdał pobudkę z värmlandzkich koszarów, bo dawniej służył w wojsku.
Uznał, że najlepiej będzie rzetelnie zbadać sprawę. Nie wypadało przecież grabarzowi myśleć o zmarłych, że będą straszyć i w jesiennych ciemnościach odzyskają siły. Pospiesznie wykopał jeszcze trochę ziemi. Po czym postukał w trumnę łopatą.
Trumna odpowiedziała mu bardzo wyraźnie, że jest pusta, puściusieńka.
Po półgodzinie był już na plebanii. Wszyscy zastanawiali się nad rozwiązaniem tej zagadki. Zrozumieli jedynie tyle, że dziewczyna zniknęła w worze Dalarczyka. Ale dokąd udała się potem?
Anna Stina stała przy piecu na plebanii. Przyszła pomóc w pieczeniu, bo szykowano nową stypę. Przez długą chwilę bez słowa przysłuchiwała się, o czym mówiono. Pilnowała tylko, by nie przypalić ciasta; blachy wjeżdżały i wyjeżdżały, a że łopata piekarnicza była długa, niebezpiecznie było się zbliżyć. Aż nagle ściągnęła fartuch, z grubsza otarła z twarzy pot i sadzę i nim się zorientowała, już była u wikariusza.