Trudno było Ingrid zrozumieć, dlaczego tak drażni ludzi, gdy mówi o powrocie do Hedów. Irytowało to ojca i matkę, a nawet ludzi we wsi. Jak można tęsknić do czegokolwiek na świecie, gdy jest się w Råglandzie?

Szybko pojęła, że lepiej w ogóle nie mówić o tej podróży. Gdy tylko o niej wspomniała, pojawiały się tysiące przeszkód. Nie dość im było, że droga wciąż paskudna. Stawiali wokół niej płoty, mury, fosy. Musiała to dziergać narzuty, to tkać, to znów sadzić. I chyba nie chce ich opuścić przed wielkim przyjęciem urodzinowym! Nie może jechać przed weselem Karin Landberg!

Nie zostało jej nic innego, jak tylko wznosić ramiona do wiosennego nieba i prosić, by pospieszyło się z robotą. Tylko błagać światło i ciepło, tylko zabiegać u miłego słońca, by skierowało swe kroki nad długi las graniczny, by posłało drobne promienie między świerki i stopiło śnieg. „Och, moje najmilsze, wszystko mi jedno, czy białe połacie znikną w dolinie — oby tylko sucho było na górze, oby dało się przejść po ścieżkach, oby pasterki wróciły do szałasów, oby błota się osuszyły, oby się dało wędrować tym szlakiem, o połowę krótszym od głównej drogi”.

Ingrid dobrze wiedziała, kto nie czeka na podwózkę ani nie prosi o pieniądze na podróż, a jedynie błaga, by dało się iść leśną ścieżką. Wiedziała, kto taki odejdzie z plebanii pewnej jasnej nocy, nikogo nie prosząc o zgodę.

Zdawało jej się, że już kiedyś czekała na wiosnę. Każdy dobrze zna to uczucie, gdy się wyczekuje wiosny. Ale teraz dziewczyna wiedziała, że żadna nie była przez nią równie wytęskniona jak ta. Och nie, nie śmiała tych poprzednich razów nazywać tęsknotą!

Dawniej czekała na zielone liście i zawilce, na piosenkę drozda, na okrzyk zazuli. Nie było to nic innego jak zwykła dziecinada. Nie tęskni za wiosną ten, kto myśli tylko o jej urodzie. Podnieść i ucałować pierwszą kępę trawy, co wystaje spod śniegu. Zerwać pierwszy skulony liść pokrzywy, żeby tylko oparzył i zaświadczył, że nadeszła wiosna.

Wszyscy byli dla niej bardzo serdeczni. Jednak — chociaż nic nie mówiła — tkwiła w nich obawa, że dziewczyna nadal myśli o wyjeździe.

— Nie rozumiem, po co chcesz tam wracać i pilnować jakiegoś szaleńca — powiedziała pewnego dnia Karin Landberg, jak gdyby potrafiła czytać w myślach Ingrid.

— Ech, już wybiła to sobie z głowy — odezwała się wikariuszowa, nim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć.

Kiedy Karin wyszła, przybrana matka rzekła: