— Ludzie gadają, że chcesz nas opuścić.

Ingrid milczała.

— Mówią, że jak Hedemu się polepszyło, to żeś się w nim zakochała.

— O nie, wcale nie od kiedy zrobiło mu się lepiej. — Ingrid zebrało się na śmiech.

— No, w każdym razie, raczej nie jest kimś, kogo można poślubić — rzekła wikariuszowa. — Rozmawialiśmy o tym z ojcem i uważamy, że będzie lepiej dla ciebie, jeśli zostaniesz u nas.

— To miłe z waszej strony, że chcecie mnie zatrzymać — odparła Ingrid. I poczuła wzruszenie, że chcą być dla niej dobrzy.

Jak bardzo by nie była wobec nich uległa, nie chcieli jej uwierzyć. Nie miała pojęcia, z jakiej to gwiazdy odczytywali jej tęsknoty. A teraz przyrodnia matka stwierdziła, że nie powinna wracać do Munkhyttan. I nie koniec na tym.

— Mogliby chociaż do ciebie napisać, skoro jesteś im potrzebna — wytknęła.

Ingrid znów zebrało się na śmiech. To by dopiero było dziwactwo, gdyby nadszedł list z zaczarowanego zamku. Spytała, czy matka sądzi, że król gór pisze do zaklętej panny, gdy ta zasiedzi się u swej matki.

Ach, gdyby tylko wikariuszowa wiedziała, ileż wieści dostała! W głowie by jej się zakręciło.