Dostała od nich też prawdziwą pomoc. Opowiedzieli jej, że chwilę wcześniej jedli obiad w gospodzie w Torsåker17, a gdy wstawali od stołu, dwóch chłopów stanęło przed wejściem z jakimś głupkiem. Pani Blomgren źle znosiła widok szaleńców i chciała natychmiast odjechać, a pan Blomgren był jej posłuszny. A co, jeśli był to głupek Ingrid?! Zanim to powiedzieli, dziewczyna sama uznała, że to bardzo prawdopodobne, i chciała się pożegnać.

Wtedy pan Blomgren spytał uroczyście żonę, czy nie podróżują jedynie ze względu na wiosnę i czy nie jest obojętne, dokąd zmierzają, na co pani Blomgren odpowiedziała pytaniem równie patetycznym: czy mąż naprawdę sądzi, że ona porzuci ukochaną Ingrid teraz, zanim ta odnajdzie swój szczęśliwy port?

Odwrócili więc konika wraz z jego karuzelą i nie dało się już rozmawiać, bo harmonijka musiała znów zagrać. Gdy tylko pani Blomgren chciała coś powiedzieć, musiała przekazać instrument panu Blomgrenowi, a kiedy pan Blomgren raczył przemówić, oddawał go żonie. A maleńki konik przystawał za każdym razem, gdy harmonijka przechodziła z ust do ust.

Przez cały czas pocieszali Ingrid. Odszukali w pamięci wszystkie baśnie, które widzieli w teatrze lalek. Opowiadali o Śpiącej Królewnie i o Kopciuszku. Dodawali jej otuchy każdą bajką, jaką znał świat.

Pan i pani Blomgren przyglądali się Ingrid, aż zobaczyli, że jej oczy zaczynają błyszczeć.

— To oczy artystki! — mówili, kiwając głowami z zadowoleniem. — Czy nie tośmy mówili? Artystyczne oczy!

W jakiś magiczny sposób odkryli, że Ingrid stała się jedną z nich, że należy teraz do świata ludzi-artystów. Wydało im się, że gra w jakimś dramacie. Tak oto teraźniejszość zatriumfowała nad przeszłością.

Jechali najszybciej, jak tylko się dało. Staruszkowie obawiali się, że szaleńca Ingrid nie zastaną już w gospodzie.

Ale był tam nadal — co gorsza, nikt nie wiedział, jak go stamtąd wyprowadzić.

Dwaj chłopi z Råglandy, którzy tu z nim przybyli, zamknęli go w pokoju, gdy czekali na konie. Zostawili go tam z rękami związanymi na plecach. Nikt nie wiedział, jak to się stało, że udało mu się oswobodzić kończyny, lecz gdy po niego wrócili, stał tam wolny i wściekły; chwycił krzesło, by zaatakować nim przybyszów. Mogli jedynie wybiec i zaryglować drzwi. Teraz chłopi czekali, aż gospodarz wróci z parobkami do domu, żeby wspólnymi siłami znów mogli go związać.