Nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że Ingrid zaprowadziła ich do ogrodu. Na tamtą stronę wychodziły okna pokoi gościnnych — zapewne o tym nie pomyślała. Pani Blomgren niemalże uciekła, usłyszawszy gwałtownie otwierane okno. A jeśli szaleniec usłyszał muzykę, a jeśli do nich zeskoczy?
Pani Blomgren musiała się uspokoić, gdy zobaczyła, że w oknie stoi młodzieniec o dostojnym wyglądzie. Był w samej koszuli, ale bardzo porządnej. Spojrzenie miał spokojne, usta uśmiechnięte, dłonią odgarnął włosy z czoła.
Pan Blomgren pracował i był tak pochłonięty spektaklem, że niczego nie zauważył. Pani Blomgren, której zajęciem było jedynie posyłanie całusów, obserwowała wszystko.
Czy to nie dziwne, jak Ingrid, ta dziecina, od razu się rozpromieniła? Oczy jej lśniły jak nigdy dotąd, jej biała twarzyczka rzucała prawdziwy blask. A cały ten promienisty połysk skierowała w stronę stojącego w oknie młodzieńca.
On, niewiele myśląc, wszedł na parapet i do nich zeskoczył. Zbliżył się do ślepca i poprosił o skrzypce.
Ingrid wzięła je od niewidomego i podała obcemu.
— To teraz będzie walc z Wolnego strzelca — powiedział.
I zaczął grać. Uśmiechnięta Ingrid wyglądała wręcz jak postać nie z tego świata, pani Blomgren sądziła, że dziewczyna zaraz się stopi się z promieniem słońca i uniesie w górę.
Lecz gdy pani Blomgren usłyszała, jak obcy gra, rozpoznała go.
— Ach tak — powiedziała do siebie — To jednak on. Ach tak, to dlatego chciała zobaczyć nasze przedstawienie.