*
Zamknięty w pokoju Gunnar Hede tak się wściekł, że gotów był zabijać, lecz nagle usłyszał, jak ślepiec gra na skrzypcach za oknem. Przypomniało mu to scenę z jego dawnego życia.
Zaczął się zastanawiać, gdzie podziały się jego własne skrzypce i przypomniał sobie Ålina, który mu je zabrał, więc nie zostało mu nic innego, jak pożyczyć instrument od niewidomego i grą ukoić duszę. Był potwornie wzburzony.
I kiedy tylko poczuł w dłoniach skrzypce, zaczął muzykować. W ogóle nie pomyślał, że może nie potrafić grać. Nie miał pojęcia, że przez wiele lat znał tylko kilka najprostszych melodii.
Był przekonany, że znajduje się w Uppsali, pod kamienicą z dzikim winem. Spodziewał się, że linoskoczkowie rozpoczną tańce, tak jak poprzednim razem.
Hede chciał zagrać coś bardziej żywego, by ich do tego zachęcić, ale palce miał sztywne i dziwnie niechętne, a smyczek nie zawsze go słuchał. Wysilał się tak, że krople potu wystąpiły mu na czoło. W końcu wydobył z instrumentu właściwą melodię — tę, do której tańczyli poprzednim razem. Grał tak kusząco, tak uwodzicielsko, że topniało przy tym niejedno serce.
Lecz starzy akrobaci nie ruszyli w tany. Wiele lat minęło od spotkania z Hedem w Uppsali. Nie pamiętali, jak wówczas ich zachwycił. Nie mieli pojęcia, czego od nich oczekuje.
Hede spojrzał na Ingrid; chciał, by wyjaśniła mu, dlaczego linoskoczkowie nie tańczą. W chwili, gdy ujrzał jej oczy, tak niebiańsko promieniste jak wtedy, zdziwił się i przestał grać.
Stał tak przez chwilę i spoglądał dokoła. Osobliwe, zalęknione spojrzenia — wszystkie utkwione w nim.
Nie da się grać, kiedy ludzie gapią się w ten sposób. Po prostu od nich odszedł. W oddali, w ogrodzie, dojrzał kępę kwitnących jabłoni. Ruszył w jej stronę.