Tak też się stało — z każdym kolejnym fragmentem melodii zasłona unosiła się. Skrzypce wiodły go przez kolejne lata, budziły pamięć studiów, przyjaciół, radości. Szedł ku spuszczonej kotarze, uzbrojony w smyczek, a ta powolutku podnosiła się z każdym jego krokiem. Czasem spoglądał za siebie, myśląc, że tam znów robi się ciemno. Ale za plecami miał tylko jasny dzień.

Instrument dotarł do kilku duetów na fortepian i skrzypce. Skrzypek zagrał jedynie po parę taktów z każdego. A wtedy naraz podniósł się wielki fałd ciemnej zasłony: Hede przypomniał sobie narzeczoną i moment zaręczyn.

Chciał się tu zatrzymać, lecz przed nim gromadziły się jeszcze ciemności. Nie można było zwlekać.

Przeszedł do melodii psalmu. Usłyszał ją raz, gdy był zasmucony. Pamiętał, że siedział wtedy w wiejskim kościele. Dlaczego był tak przygnębiony? Bo chodził wówczas od domu do domu jako biedny sprzedawca obnośny. To było ciężkie życie. I ciężkie wspomnienie.

Smyczek biegł po strunach niczym pędzony wiatrem, kolejne połacie mroku ustępowały. Hede zobaczył wielki las, ośnieżone zwierzęta, a nad nimi zaspy, tworzące przedziwne kształty. Wspominał podróż do narzeczonej i zerwanie przez nią zaręczyn. Wszystko to stanęło mu przed oczami bardzo wyraźnie.

Przy żadnym wspomnieniu nie czuł żalu ani radości. Ważne było, że pamiętał. Już samo to stanowiło nieskończoną rozkosz.

Tu smyczek zatrzymał się sam z siebie. Nie chciał prowadzić go dalej. A jednak Hede jeszcze wiele musiał sobie przypomnieć. Ciemność wciąż stała przed nim murem.

Zmusił smyczek, by szedł dalej. A ten zagrał tylko dwie niepozorne melodie — Hede nigdy nie słyszał bardziej ordynarnych taktów. Skąd jego smyczek znał coś podobnego?

Ciemność nie ustąpiła ani trochę na dźwięk tych melodii. Tak naprawdę niczego go one nie nauczyły. Ale zrodził się z nich niepokój, jakiego nie czuł nigdy wcześniej. Szalony, straszliwy lęk w głębi serca, nieuzasadnione przerażenie upadłej duszy.

Przestał grać, nie mógł tego dłużej znieść. Cóż takiego było w tych dźwiękach?