Dla dopełnienia obrazu muszę powiedzieć, że pod Czorsztynem schodzą się dwie drogi ku nowotarskiej dolinie: jedna od Krościenka okrąża północną i zachodnią część czorsztyńskiej góry, druga południową jej stronę — ta idzie z Węgier ponad Dunajcem. Niższa połowa góry ma kilka źródeł. U podnóża biegnie potok, który do Dunajca wpada, przecinając drogę z Krościenka. Od północy góruje nad Czorsztynem las świerkowy, przyległy do krościeńskiej drogi, czasem przez łotrów osadzony. Przez ten to las objawiły mi się Tatry tak uroczo po raz pierwszy.

Gdzie indziej dałem wyobrażenie widoku nowotarskiej doliny i Węgier z Czorsztyna. Widok na inne strony zasłonięty jest wyniosłym grzbietem góry, której posada zamku jest niejako przylądkiem.

Dzieje Czorsztyna bogate są w materiały do dzieła poetycznego. Nazwa jego występuje głośniej za Kazimierzą Wielkiego. Długo jest w posiadaniu Zawiszy Czarnego i jego następców. Zdobywany był nieraz przez łotrów góralskich i służył im za warowny przytułek. Między tymi wypadkami zanotowany jest w kronikach Napierski373 — bandyta. Duch poety może wiele zobaczyć w takiej przeszłości i wiele z niej wydobyć.

Na Wyżniej. Wpływ tajemniczy gór

Nic już prawdziwszego dla mnie, jak twierdzenie Górali, że ich atmosfera ma wyższość nad atmosferą równin. Przekonałem się o tym z własnego doświadczenia. Trzy razy przejechałem się w równiny i za każdym razem doświadczyłem tego samego. Z początku przez dni kilkanaście ruch życia góralskiego, większa swoboda myśli, w ciele lekkość, pewna czerstwość, jędrność wszelkich władz, zdolność do wszystkiego w stopniu wyższym. Powoli stawałem się ociężały, zasępiony, traciłem sprężystość energii wewnętrznej, tak że po pewnym czasie czułem dotykalną w sobie zmianę niekorzystną. Powracam w góry, zaledwie dni kilka pożyję ich powietrzem, ich życiem, a stan zdrowia, rzeźwości i swobody znowu mi powraca. Myśli się rozjaśniają, czucie głębiej się otwiera, wszystkie władze grają silniej, czyściej i harmonijniej.

Nie ja jeden to czuję, powtarzam. Doświadczam tylko na sobie tego, czego tylu innych doświadczyło, o czym inni mnie zapewniali.

Jest w tym dziwna jakaś tajemnica, dziwna a niezaprzeczona. Wszystkie ludy ją czuły uczuciem najgłębszym, bo religijnym, wszystkie religie świadczyły o niej i korzystały z niej. Wyżyny były zawsze miejscami wybranymi do modłów, do obrzędów religijnych, do wiązania ziemi z niebem. Na wyżynach płonęły święte ognie magów, jeżyły się kamienie druidów374, wznosiły się świątynie naszych bożyszcz słowiańskich. Na Horebie375, na Synaju376 rozmawiał z Bogiem Mojżesz377, przyjął prawdę bożą dla swojego ludu, niebieski ogień, który miał przez wieki ożywiać i oświecać lud wybrany. Z wierzchołka Syjonu378 cały ten lud wchodził przez wieki w bliższy związek ze swoim Bogiem.

Góry Galilei379 były kolebką naszej religii chrześcijańskiej. W góry Galilei rzucił Bóg nieśmiertelne ziarno swojego słowa dla świata — tam ono przyjęło się, ożyło ciałem, wzrosło i doszło do swojej dojrzałości niebieskiej. Na Taborze380 Chrystus pokazał się po raz pierwszy swoim uczniom w chwale, w istocie swojej nadziemskiej. W wyższe miejsca udawał się, ile razy w trudach boskiej swojej misji potrzebował zasilić ducha swojego powietrzem niebios. Z Kalwarii381 podał światu wzór najwyższej ofiary; na Górze Oliwnej382 widziały go oczy śmiertelne jako Boga tryumfującego nad światem!

Cóż to jest, o góry, ta dziwna potęga przywiązana do was? Owa tajemnica, która was uświęca najświętszymi chwilami życia ludzkości? Skąd to jest? Dlaczego to jest? Jakiekolwiek są tego przyczyny, nie są one materialne — tak ogromne skutki dla ducha ludzkiego nie mogą iść z przyczyn niższych, materialnych. Wasze wybujanie nad resztę ziemi, rozleglejszy widok z waszych szczytów, rozrzedzone bardziej powietrze na nich, są to warunki zmysłowe, zbyt liche. Mogą one zabawiać oczy, ulżyć płucom, pobudzać, łechtać ciało wrażeniami zmysłowymi, ale nie pojmuję, jak by mogły za pomocą jedynie tych środków działać na ducha ludzkiego, podsycać jego uczucie religijne, czynić go zdolniejszym do życia nadziemskiego, do ofiar nadziemskich, do większej miłości Boga i ludzi! O, nie, tajemnica ta musi się kryć w owej waszej części, której zmysłami dotknąć nie możemy, w jakimś uczuciu zapełniającym wasze piersi niezbadane narzędziami zmysłowymi, jak piersi człowieka w pierwiastku jego życia, a co ogniami podziemnymi, wybuchami jakichś tchnień nieznanych, niedocieczonych w swojej pierwszej przyczynie, potęgą jakichś wysileń tajemniczych, podnoszą was nad poziom, jak natchnienia wielkiego ducha podnoszą człowieka w czynach wyższych nad poziom ludzkości. Może coś być w was, co ma związek z nadzmysłową istotą człowieka, niezależny, różny od wpływów fizycznych, a zarazem silniejszy, bliższy i ściślejszy.

Siebie naprzód badam z tej strony. Jestże dla mnie wszystkim ten widok, który mam dokoła z tej wyniosłości? Unosi mnie ciągle jej wysokość? Bynajmniej, oko moje nasyca się prędko widokiem i wpada w zobojętnienie. Ledwo chwil kilka zajmuję się wysokością, wkrótce zapominam o tym, a za to budzi się inny stan wewnątrz, zaczynam czuć się lżejszy, swobodniejszy. Zadowolenie wewnętrzne podnosi się we mnie, napełnia mnie całego — widzę to po moich myślach świeżych, silnych, rozległych i lotnych, po zdolności widzenia ich, chwytania i przedstawiania. Dotykam tego w moim uczuciu więcej roztopionym, więcej rozlewającym się, pełniej gorejącym, silniej bijącym ku górze, ku światom wyższym, ku wzniosłości niematerialnej. Widzę w sobie płomień niemający nic wspólnego z materią, niezależny od otaczającej mnie sfery materialnej. W końcu postrzegam, że stoję duchem w obliczu nieba, że jestem w modlitwie. Cóż to jest, o góry, owa władza, którą wprowadzacie człowieka w stan podobny? Zapytanie trudne do rozstrzygnięcia, a jedno z tych, które pytający sam w sobie rozstrzygnąć musi. Ufajmy, że będzie kiedyś rozstrzygnięte.