Księżyc rumiany niby się krwią zbroczył,

W posępne chmury, jak do śmierci łoża,

Na cichych ranku wiatrach się zatoczył,

I jak złej wieszczby wyszła drżąca zorza.

«Stójcie! Słów kilka!» Tu zemsty drużyna

W krąg atamana zawinęła kołem,

Gdzie się okrągli bezdrzewna równina

Śród ramion boru i przed boru czołem.

«Baczność! Coś wichrem zaszumiało w lesie.

Jeden to z naszych gęstwą się przerzyna».