Jak coraz szerzej, coraz ciemniej mgleje,
Aż stosu śmierci dymem twarz odzieje.
Z młodej rządczyni smutkami toż samo:
Przez nieme wargi, przez ciemne spojrzenia,
W mgłach coraz grubszych, widać, jak się wloką;
A choć pierś westchnień, a łez pełne oko,
Jakby walczyły z nimi pierś i oko,
To łez nie puszcza, to więzi westchnienia.
Ach! Pierwsza rozkosz tak bardzo nie zmienia!
Nie gasi jagód, nie mrozi spojrzenia,