I znów od zmysłów popłoszone zgiełku

Cichnące czucia wróciły do łona;

Tak zgraja piskląt od kani113 spłoszona

Tuli się ufnie w matczynym skrzydełku.

Usnął. Rządczyni wciąż mruga powieka:

Jak góra westchnień ciężkie dla niej łono;

I serce rwie się, jakby je męczono,

I pot gwałtownych miotań ją ocieka.

Cóż to tak przykro podrażnia jej oczy?

Czegóż pot mdłości z jej się lica toczy?