Pożogi wiatrem rozdymanej blaski,
Czarny sklep120 nieba łunem zakrwawiony,
Dzwony kaniowskie jęczące donośnie —
Wszystko to razem wszczęło się i rośnie:
A głos watażki121 ryczy nieprzerwanie,
Wszakże to nie jest Nebaby wołanie.
18
Tak drogiej chwili piekło mu zazdrości;
Żart sobie z jego zrobiło wściekłości,
Biesiadę w zamku Szwaczce przeznaczyło.