Już wojsko zbiegłe tętniało daleko,

Gdy mu się oko we śnie wytrzeźwiło

I zabłyszczało pod wąską powieką.

Jakże się ciężko, jak wściekle zadumiał,

Gdy się sam ujrzał na tę puszczę całą!

Dziełem to czarów z początku rozumiał:

Żegnał się, żegnał — nic nie pomagało.

Teraz, jak było, poznał rzeczywiście:

I wnet pogonią chciał lecieć za nimi;

Ale mu śladu nie da zwiędłe liście122,