I gromowego jak blisko pocisku.

Zdaje się, brakło ruszenia lub słowa.

Szczęśliwa dotąd, widać, stara głowa.

Ale w tej chwili schwycił go za ramię,

Że mu, jak szatan, musiał wypiec znamię:

«Jak mi raz jeszcze to »ho-hop« zawyjesz...

Słuchaj, przeklęty! Czy już nadto żyjesz?».

Nie mógł dokończyć, bo rżenie wronego

Wezwało nagłej obecności jego:

Skoczył od starca, błysnął w ręku piką