I prędzej gęstwą przemykał się dziką.
6
A koń, jak wryty, stanął niespokojny:
To wzrok zaiskrzy i nozdrze rozszerzy,
To znowu zarży, kopytem uderzy,
Jakby go tchnienie obwiewało wojny.
Nic tu nie widać, nie słychać nikogo;
Chyba się listek odezwie pod nogą.
«Lecz karosz jeszcze nie trwożył mię próżno:
Nieostrożnego i Bóg nie uchował;