Czekaj na gwiazdy kochanej przybycie!
To nie armaty ogniem śmierci błysły —
To twój kochanek rozsiał swe promienie;
A to nie kule śmiercią obok świsły,
To było znane miłego gwizdnienie:
Oto i on sam, cały z ognia, płynie
W tej chmurze dymu, co mroczy pustynie.
23
Ostatnim rykiem, ostatnim płomieniem
Buchnął jar wreszcie z rozdartej paszczęki;