Cichy się głosek odezwał na stronie,

A wyraźniejszy, gdy się zbliży trocha —

Przyszedł popieścić... On mię zawsze kocha». —

«Czy i ty!... — krzyknął, nie mógł skończyć mowy,

Krew mu ustawnie zalewała usta;

Przerywanymi tylko jąkał słowy,

Gdzie się zdradzało zimnej krwi udanie

I niewstrzymanej złości obłąkanie —

Diable!... Kocham cię!... Ta krew... Kseniu... chusta...

Zsadź mię... przeklęta!... Daj rękę... o droga!...