Aż mu się czapka od włosów podniosła.

Od jego dreszczu aż się łódź zachwiała.

Aż się obejrzał rybak, co u wiosła —

Kiedy te myśli, jak piekła zarzewie,

Przeszły piorunem przez Nebaby głowę,

A to gdy światła obaczył zamkowe.

Już gniew ostyga w kipiącym przelewie:

Ale jak piekieł mieszkańca zjawienie,

Choć zniknie, długo powietrze zaraża,

Tak choć przelotne, gniewu uniesienie