— Dobrej nocy!

Wszedł do środka. I nagle chwycił mnie w ramiona i pocałował. Nigdy wcześniej nie całowałam mężczyzny. Czułam się, jakbym zniknęła.

Kiedym weszła na górę, długo siedziałam na skraju łóżka w mokrym stroju narciarskim. Jak odurzona wyczuwałam jedynie bicie własnego serca, które wzbudzało we mnie silne, kłujące napady drżenia. Boże w niebiesiech, że też spotkało mnie takie szczęście. Zbudziłam się na dźwięk zegara gospodarzy, który wybijał czwartą. Gdy się rozbierałam, parę razy przelała się przeze mnie fala gorąca i lęku. Co, jeśli on nie kocha ciebie w ten sposób? Jeżeli to tylko namiętność? — słowa i myśli innych ludzi pojawiły się na sekundę; prędko jednak zniknęły, pozbawione dla mnie sensu, a ja zapadłam się w odurzenie szczęściem.

Następnego ranka, kiedy wyszłam na ulicę z książkami i zeszytami pod pachą, Otto Oulie stał na rogu. Spojrzał mi głęboko w oczy, wziął zeszyty z wypracowaniami i rzekł:

— Pomyśleć, że chcesz być moją sympatią, Marto!

Roześmiałam się do rozpuku.

— No właśnie, pomyślałby kto!

Później zwierzył mi się, że strasznie długo zastanawiał się, co mi powiedzieć.

— Po powrocie do domu byłem przerażony, bo przecież nic nie powiedziałem!

O drugiej spotkał się ze mną znowu. Następnego dnia natrafiliśmy na Henrika na Pilestredet12. Otto popędził do niego.