— Proszę cię! — powiedziałam i jeszcze bardziej się zaśmiałam.
„L’amour sans phrase”, powtarzałam sobie w kółko, gdy byłam sama.
Miłość, miłość, nie ma w życiu niczego innego, co byłoby jego warte. Kochałam tak fanatycznie, że nigdy nie potrafiłam zanurzyć się dość głęboko w miłość własną.
Czułam też, jak miłość ta z każdym dniem czyni mnie piękną, świeżą i promieniejącą — dawała mi niepojęte zrozumienie życia, czyniła odważną, wesołą i nieskończenie arogancką.
Ach, było ze mnie przemądrzałe dziecko, aż do teraz — gdy nagle odmłodniałam.
Wszystko, co przeczytałam, czego się nauczyłam, nadal mnie cieszyło, ale czułam też, że były to tylko środki, nie cel. Były bronią, którą dobrze posiadać, aby dać sobie w życiu radę — miłość jednak była samym życiem.
Czułam się wtedy tak zdrowa, że nigdy nie wątpiłam w miłość własną oraz Ottona ani że to wystarczy. Potrzebowałam kogoś kochać i być kochaną — nigdy nie chodziło mi o mężczyznę, który by mnie „rozumiał”. Och, jakże miałam rację, gardząc prostym, niewychowanym, babskim gadaniem o „rozumieniu” — im zależy, aby mężczyzna był zegarmistrzem ich nudnych, zdziwaczałych główek, trwoniącym czas na pieszczenie się z ich próżnością.
Ach my, niezrozumiane kobiety — mogłybyśmy pokonać cały pułk mężczyzn, a i tak by to nie pomogło. Dopiero gdy serce zaczyna usychać, kiedy same już nie rozumiemy, zaczynamy wołać o zrozumienie.
Wtedy rozumiałam Ottona; sama nie zdawałam sobie sprawy, jak wyraźnie się przede mną jawił dokładnie taki, jakim był. Nie żądałam od niego niczego, czego nie mógłby mi dać — nie dorastał w domu anemicznych moli książkowych, nie mieszkał wśród mahoniowych mebli i haftów koralikowych ciotki Guletty. Jego ojciec handlował drewnem i on był przedsiębiorcą — i to całym sercem i duszą. Był także sportowcem i miłośnikiem ruchu na świeżym powietrzu; jak u siebie czuł się tam, gdzie ja rozkoszowałam się nastrojem i oświetleniem — w naszym lesie. Rześkie powietrze i słońce, przedostające się do mnie, kiedym siedziała zajęta lekturą, sprawiały, że ciskałam książki w kąt i wybiegałam na jasny świat.
Chyba żaden mężczyzna nie obchodził się ostrożniej i lepiej z miłą swemu sercu młodą dziewczyną niż Otto — i to w samym środku naszego niepohamowanego zakochania. Był też taki przez wszystkie lata, któreśmy przeżyli razem.