— Wtedy Andreas, nasz kolega, zaczął płakać. Nie dało się go powstrzymać. Nie wiedzieliśmy też za bardzo, gdzie jesteśmy, znaliśmy jedynie kierunek. Chyba rozumiesz, czasu było niewiele. Pamiętam, że świeciło tamtej nocy mnóstwo gwiazd, lśnił księżyc, a na zlodowaciałym śniegu położył się świeży puch. Jak ja się wtedy modliłem do Boga; czułem się taki mały. Ale wiesz, w takie chwile jak dziś w nocy czuję się tak samo mały. Myślę o tym, co powiedziałaś, jeśli istnieje Bóg, leżymy tu przed nim jak dwie myszki w swej dziurze.
Mocno się do niego przytuliłam — w cichym, pełnym zachwytu zdumieniu, że powiedział dokładnie to, co sama właśnie pomyślałam.
Spędzaliśmy w domku każdą niedzielę, aż do późnej jesieni.
Było to, zanim posiadanie domku letniego stało się bardzo powszechne. Nasz był jedynie starą chałupą parobka. Wtedy, nim żeśmy ją rozbudowali, była tam tylko kuchnia z kominkiem i łóżko z baldachimem, żadnych innych mebli prócz tych, które zostały po parobku; do tego dwa-trzy krzesła polowe, które Otto przetransportował na górę, i wiele dzbanów na kwiaty. Otto uwielbia kwiaty i ma szczególny dryg do ich układania — wystarczy, że wetknie parę do kubka, a już wyglądają pięknie.
W ciągu lata stale wprowadzaliśmy ulepszenia, jak haftowane obrusy, poduszki i leżanka pod oknem.
W izbie stał piec, na którym gotowaliśmy. Otto był kucharzem; ja, jak twierdził, nic nie umiałam, więc to on urzędował tam w samej koszuli.
— No tak, Marto, bezużyteczna z ciebie istota!
Co wieczór chodziliśmy do Lillerud29 po mleko. Otto przyjaźnił się ze wszystkimi mieszkającymi tam ludźmi, a i mnie prędko przyjęto do rodziny. W długie, chłodne wieczory leżałam na łące, rozmawiając z Ragną i dziećmi, a ze wzgórza słyszeliśmy dzwonki koni, które chodziły luzem po lesie. Słuchałam też głosu Ottona, kiedy siedział na schodach i rozmawiał z matką — matką Ragny — i z Ragny mężem.
Życie w lesie uczyniło nasz związek szczęśliwym i harmonijnym. Czuła i radosna poufałość zjawiała się sama z siebie, kiedy przez całe dni włóczyliśmy się po lesie, zbierając owoce — nad zatrzęsieniem malin wśród bujnych paproci, gdzie bałam się żmii i gdzie borówki czerwieniły się na szarych, starych pniakach, albo na cienistych zboczach pełnych jagód, gdzie złote słońce omiatało miękki jak aksamit mech, na mokradłach, po których Otto biegał, zbierając pojedyncze, mizerne moroszki, które tak bardzo pragnęłam mieć wszystkie. Wtedy powiedział mi, jak wielkie ilości moroszek rosły u niego w domu — przez co zaczęliśmy opowiadać sobie nawzajem rozmaite rzeczy z dzieciństwa oraz młodości, a w końcu wszystko. Otto znał niemal każdą drogę i ścieżkę w całym Nittedal i całej Nordmarce, głos każdego ptaka i życie każdego zwierzęcia, zwiastuny wiosny, gwiazdy i tym podobne — poruszał się wszak po tych lasach i łąkach, odkąd był pacholęciem. A ja tutaj stałam się dziewczynką Ottona, której pilnował.
Domek, w którym mieliśmy nasz pierwszy dom, został zburzony. Czuję, że wręcz mnie to cieszy — boleśnie byłoby teraz go mijać i widzieć, że mieszkają w nim inni. Ale tamtego wieczoru kilka lat temu, kiedy Otto i ja, mijając go, ujrzeliśmy, że zaczęto go niszczyć, zatrzymaliśmy się i popatrzyliśmy na siebie — zaczęłam płakać, Otto był pewnie co najmniej tak samo smutny. Dom był pusty, płot wyrwany, wiele drzew leżało powalonych na krzaki czerwonej porzeczki, które zasadził Otto. Weszliśmy do ogrodu; drzwi na werandę stały otwarte, dlatego weszliśmy do środka i wędrowaliśmy po pustych, pozbawionych okien izbach. Nie widzieliśmy wiele, wracając do domu też nie; oboje byliśmy przybici, jakbyśmy utracili drogą ostoję naszych myśli. Byłam wtedy bardzo niezadowolona z życia i uznałam to za pewien symbol, że oto zamierzano wyburzyć i zniszczyć miejsce, w którym czułam się taka szczęśliwa.