Wszystko to nie jawiło mi się nazbyt wyraźnie, ale stanowiło przyczynę mojego melancholijnego nastroju. Czułam wszak, że w takim związku, jaki mieliśmy Otto i ja, istniało ryzyko, iż się od siebie odsuniemy. Trzymałam się więc kurczowo mojej pracy i dzieci, jakbym chciała zachować je sobie w rezerwie na wypadek rozczarowania tym, co wciąż stanowiło najważniejszą część mego życia.

Otto myślał, że jestem chora; natychmiast posłał po naszego lekarza domowego, kazał mi pić wino i zażywać żelazo. Chciał, żebym pojechała do Helene albo do domku letniego, a zwłaszcza, żebym od wakacji przestała pracować w szkole. Nic mi się nie chciało; w zasadzie czymś nowym, ciekawym i przyjemnym było takie siedzenie w smutku, zmęczeniu i zamyśleniu — zwłaszcza kiedy Otto przychodził, siadał przy mnie i pieścił mnie zmartwiony:

— Ależ, moja słodka Martusiu, co ci jest? Droga moja, tylko nam się nie rozchoruj, najmilsza!

— Nic mi nie jest, Otto — powiedziałam, przyjmując jego pocałunek. Może miałam nadzieję, że w ten sposób też go do siebie przywiążę.

A potem, gdy Otto jak co roku wybierał się do Londynu, chciał zabrać mnie z sobą. Ja wolałam nie jechać — po pierwsze naprawdę nie wyobrażałam sobie, żebym mogła zostawić dzieci. A po drugie... Jako młoda dziewczyna tak strasznie pragnęłam gdzieś wyjechać, ale po to, by mieszkać w miastach, poznawać tamtejszych ludzi, chłonąć nastrój miejsca, czuć jego specyfikę. A to byłoby coś zupełnie innego.

Ale oczywiście pojechałam. I znakomicie się bawiłam. A chociaż z początku budziłam się w nocy o porze, kiedy zwykle wstawałam sprawdzić, co u dzieci, czy zrzuciły z siebie kołderki, i dopadała mnie melancholia, gdy orientowałam się, że jestem w pokoju hotelowym i myślę o moich szkrabach daleko w Kristianii31, tęskniłam za nimi dużo mniej, niż się spodziewałam — aż było mi niemal wstyd. Otto wymyślił, żeby od razu pojechać też do Paryża, gdzie spędziliśmy osiem cudnych dni. Ciągał mnie sumiennie po mieście, żeby zobaczyć wszystko, co należało: muzea, teatry i kilka lokali rozrywkowych, które Otto z wielką przychylnością uznał za tajemnice Paryża. Ja zaś dostałam kapelusz i strój spacerowy oraz dwa zestawy jedwabnej bielizny, a także delikatny gorset i jedwabną spódnicę. W tej toalecie zatańczyłam przed Ottonem kankana jednego ranka, kiedy wróciliśmy do siebie o czwartej nad ranem i piliśmy w pokoju szampana, prześcigając się w planach, by opowiadać o naszych ekscesach.

Potem wróciłam do domu, w dobrym nastroju zajęłam się szkołą i dwa spokojne lata później byłam całkiem zadowolona z życia.

W rzeczywistości winne były chyba najmniejsze drobiazgi.

Potrzebowaliśmy większego mieszkania. Było nam już tak ciasno, że ledwie mogliśmy się ruszać, a spodziewałam się właśnie trzeciego dziecka, więc musieliśmy się przeprowadzić. Gdybyśmy mogli korzystać z piętra wyżej, dalibyśmy sobie radę i może wszystko ułożyłoby się inaczej. Ale stolarz z rodziną nie chciał się wynieść.

Już z góry byłam niezadowolona z nowego mieszkania. Nie podobało mi się żadne lokum, któreśmy oglądali, do tego źle się czułam, co mnie złościło, było to też jesienią, w straszliwą pogodę... Otto miał zapisanych co najmniej siedem innych mieszkań — dlatego dałam się przekonać jemu i gospodarzowi. Ale zawczasu zdecydowałam, że nie będzie mi się podobać w naszym nowym lokum.