Ulica była moim zdaniem ohydna — prawdziwa snobistyczna dzielnica małych willi i pustych ogrodów z altaną w rogu, po której dało się poznać, że nigdy nie usiądzie w niej człowiek; granitowe słupy u bram z nudnymi nazwiskami, kremowe firanki i majolikowe donice w oknach, a w salonach przelotem widać było stojące lampy, kolumny, palmy i wszelkie brzydactwo.

Otto uważał, że to śliczna dzielnica. A gdy zawisłam u jego ramienia i udałam wielkie cierpienie, powiedział tylko:

— Jak możesz nie czuć się źle, Marto, skoro nie chcesz słuchać zaleceń doktora.

Musieliśmy też mieć więcej wyposażenia — mieszkanie było dwa razy większe od poprzedniego. Otto wstawił meble ze skóry do swojej palarni, chodziliśmy też i oglądaliśmy meble do salonu, ale nie mogliśmy nic wybrać. Któregoś wieczoru w oknie wystawowym magazynu zobaczyliśmy duży zestaw z drewna jakarandy32. Otto uważał, że jest śliczny. „Rosyjski styl”, powiedział. Bóg raczy wiedzieć, skąd mu się to wzięło. Stwierdziłam, że kolor jest ładny — meble były powleczone turkusowym aksamitem prasowanym. Otto przez tydzień zachowywał się tajemniczo, aż któregoś wieczoru wpuścił mnie do nowego mieszkania. „Rosyjskie” meble stały tam w całej okazałości.

Urodziła się Ingrid. Spełniło się kolejne serdeczne życzenie Ottona. Był nią tak zachwycony i tak zajęty, że niemal mnie to złościło. Za pożałowania godny widok uważałam, kiedy potężny, wysoki mężczyzna chodził z nią wszędzie na ramieniu i stale używał spieszczeń. Wpadał do pokoju dziecięcego zaraz po powrocie z biura — zanim przychodził do mnie.

— Mamciu, idziemy! Cólećka tatusia? No tak, to jeśt właśnie cólećka tatusia! Kochaś mamcię? Nie, mamcia nie kocha nas, Ingli. Chodź, wymyjemy bzidką mamcię...

I podstawiał mi całe dziecko pod nos, nie przejmując się, co właśnie robię.

— Uch, a co ty tu teraz czytasz? — potrafił powiedzieć. — Że też ci się chce!

— Ech, dosyć mam tej durnej dzidzi, bo śmierdzi — powiedział Einar, kiedy Otto wyjątkowo mocno wygłupiał się z małą. Otto się zezłościł, ale ja tylko zaśmiałam się z Einara i wzięłam go na kolana.

Kiedy Ingrid miała przyjść na świat, na dobre zarzuciłam szkołę. Przedsiębiorstwo Ottona prosperowało wyśmienicie, a przez pierwsze lata nie wydaliśmy zbyt wiele. Teraz Otto chciał, żebym miała spokój i tyle pomocy w domu, ile sobie zażyczę, i tak dalej. Zaczęłam wtedy znów dużo czytać, wysłuchałam paru interesujących wykładów, chodziłam na spotkania kilku klubów i stowarzyszeń.