— Chodzi o to, Marto, że zmarła na to moja matka... i Lydia, i Magda... Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałem... Zawsze zdrów jak ryba i silny... Sądziłem, że kto na świecie, jeśli nie my, miałby pobrać się z czystym sumieniem...
Położyłam się, ale musiałam wstać, żeby sprawdzić, czy Otto zasnął. Przykryłam go i pieściłam jak dziecko. Było już jasno, kiedy sama zapadłam w sen.
Obudziłam się o jedenastej. Gdy zapytałam o Ottona, służąca powiedziała, że poszedł o zwykłej porze do biura.
Niech Bóg w niebiesiech oszczędzi każdemu takiego przedpołudnia jak to...
Napisałam kilka linijek do Henrika — że wszystko musi się skończyć, żem zrozpaczona i odczuwam wstyd. Nic więcej. Nie napisałam, że go nienawidzę. Ani że życzę mu śmierci. Ale życzyłam mu jej z całej duszy. Gdyby zniknął, byłoby, jakby nigdy nie istniał. Przez kolejne godziny tęskniłam za Ottonem i obawiałam się — wmawiałam sobie, że w jakiś sposób się dowie, roztrząsałam, jak mógłby się dowiedzieć, rozważałam każdą opcję. A kiedym tylko o nim myślała, krwawiłam wewnątrz z dawnej czułości, która była czymś całkiem cielesnym, lecz innym niż pożądanie — chęcią, aby dotykać, głaskać, pieścić mu głowę, czoło, oczy, usta, dłonie, matczyną czułością, dziwnie zlęknioną i bojaźliwą.
W kolejnym okresie wiodłam życie, które przypominało balansowanie na wąskim występie skalnym; nie wolno patrzeć na boki, tylko w przód — by nie dostać zawrotów głowy i nie runąć w dół.
Żyłam z dnia na dzień. Co rano, na ile mogłam, przemocą tłamsiłam wszelkie myśli niedotyczące bieżącej pracy i zbierałam siły w jednym celu: aby przez cały dzień zachować pogodę ducha i pokazywać Ottonowi i dzieciom spokojne oblicze.
Zorientowałam się, że jestem w ciąży, przez co wpadłam w rozpacz, która jednak nie była nowa — miałam tylko wrażenie, jakby ktoś odrobinę dokręcił śrubę na łożu tortur.
Najgorsza była troska Ottona o biedną kruszynkę, która miała przyjść na świat. Widziałam, jak cierpi na samą myśl — choć po tamtej nocy już nigdy więcej nie załamał się i nie narzekał. Czuł się też całkiem dobrze; był wyjątkowo ostrożny, wszyscy także, na ile mogliśmy, liczyliśmy się z jego chorobą. Wciąż jednak kaszlał, choć nie wypluwał krwi.
Wynajmowaliśmy mieszkanie przy Vettakollen39, a Otto najczęściej zachodził do biura tylko przed południem.