Henrika na szczęście widywałam stosunkowo rzadko. Właściwie to nie pojmuję, jak mogłam tak się opanowywać i zachowywać tak naturalnie, gdy byliśmy razem. Było to jednak łatwiejsze, niż sobie wyobrażałam.
20 sierpnia 1902
Mia Bjerke była tu przed południem. Rozmawiałyśmy o moim powrocie do pracy w szkole.
— Muszę powiedzieć, że to odważne z twojej strony, Marto — mówi Mia — ale chyba niekonieczne... skoro Ottonowi tak dobrze się powodzi.
A więc wygląda to na rzecz dość bezsensowną. Ottonowi też się nie podoba.
Inni podejrzewają pewnie, że chcę być oryginalna. Wciąż tak robią.
Zawsze zauważali, że czułam się wśród nich trochę nieswojo. A jednak stale byli dla mnie uprzejmi. Oczywiście głównie ze względu na Ottona, ale też — ponieważ są mili.
W niedzielę byłam zaproszona do Jensenów na Snarøen40. Siedząc u nich, cały czas myślałam, jak tam przyjemnie — a stały u nich tapicerowane meble, donice, palmy i kolumny — bo nie o to chodzi w domu, jak wygląda, tylko jacy są ludzie.
Gdybym naprawdę była uzdolniona, jak kiedyś sobie wyobrażałam, już dawno zrozumiałabym, że życie to tylko ludzie, los to tylko związane ze sobą ludzkie życia. A ja, której dane było żyć wśród zdrowych, dobrych i zdolnych ludzi, jakimi są przyjaciele Ottona, odkryłam, jak się wśród nich odnaleźć. I udawało mi się to bez ubliżania własnej istocie. Jest to możliwe — da się wybrać części swej osobowości najbardziej przydatne na co dzień i to je pielęgnować.
Chodziłam jednak i wcale nie myślałam, wyobrażając sobie, że myślę. Nigdy nie usiłowałam patrzeć na tych ludzi od środka. Oceniałam ich z zewnątrz, na podstawie tego, co w ogóle nie należy do nich, nie stanowi części ich istoty — smaku oraz idei, które sami pozyskali z zewnątrz. Na przykład Mia — za ładne uważa to, co nowoczesne i co wystawia się w eleganckich sklepach. Dłuższy czas to u niej obserwowałam i doszłam do wniosku, że nie mamy w zasadzie żadnych wspólnych zainteresowań, choć obie jesteśmy mężatkami i mamy dzieci.