Kochamy się i wiemy, że czeka nas rozłąka. Nie ma cienia nadziei, nie ma litości dla naszej rozpaczy. Nic jednak nie mówimy, nie krzyczymy przez tę bezwzględność życia, nie szlochamy razem. Dziś rozmawialiśmy o chrzcinach u Bjerknesów.

3 lutego 1903

Nie mogę przestać rozmyślać, jak sprowadzić Ottona do domu. Ktoś musiałby mnie zastąpić w szkole. Ale on nie chce. Mówi, że boi się o dzieci.

Zawsze pyta z troską o Ingrid, bo tak często dokucza jej brzuch. A przedwczoraj powiedział wreszcie (rozumiałam, że długo o tym myślał):

— Jesteś pewna, że to nic gruźliczego? Taki mam w sobie lęk, naprawdę musisz wziąć ją na dokładne badania.

Zaraz po powrocie porozmawiałam z naszym lekarzem domowym, a wczoraj byłam z nią u specjalisty. Nie widzą żadnego związku, ale i tak się wystraszyłam.

8 marca 1903

— Chciałbym jednak dożyć tylko do wiosny — powiedział dziś Otto.

Prawie nie może mówić, narzeka na bóle gardła, wzrok też ma słaby. Twarz jakby mu się zmniejszyła, a ilekroć wciąga powietrze, poniżej podbródka widać dużą, nieprzyjemną dziurę.

12 marca 1903