ANTYGONA

Urągasz biednej. Czemuż obelżywą

Mową mnie ranisz, pókim jeszcze żywą?

Miasto i męże, dzierżący te grody.

Wzywam was, zwróćcie litosne swe oczy,

I wy, Teb gaje i dirkejskie wody,

Na mnie, co idę ku ciemnej pomroczy,

Nie opłakana przez przyjaciół żale,

Do niezwykłego grobowca gdzieś w skale.

O, ja nieszczęsna!