Płaczę i ginę, i jęczę nad ojca

Słynną biesiadą, nieszczęściem brzemienną,

Sama ze sobą; bo płakać do syta,

Jakbym zechciała, i tego nie wolno.

Wyniosła bowiem ta w mowach swych pani

Takie przekleństwa w twarz głośno mi rzuca:

„Bogów zakało, czyż tobie jedynej

Zmarł rodzic? Inni czyż próżni żałoby?

Zgiń ty ze szczętem i niechby cię nigdy

Z nędzy podziemne nie zwolniły bogi!”