Że tak począwszy — zakończył tak marnie,

Wleczon po ziemi, to znowu ramiona

Ku niebu wznosząc; aż wreszcie woźnice,

Ledwie ująwszy zbiegane rumaki,

Krwią zbroczonego zwolnili, że z bliskich

Nikt by nieszczęsnej nie poznał postaci.

Więc go spalili i w miedzi maleńkiej

Wielkie to ciało w proch nędzny rozpadłe

Niosą tu ludzie wysłani z Fokidy,

Ażeby w ziemi grób znalazł rodzinnej.