Runął on na wznak ze środka siedzenia. —

Tnę potem drugich; a jeśli obcego

Łączyło jakie z Lajosem krewieństwo,

To któż nędzniejszym byłby od zabójcy,

Któż w większej bogów pogardzie i nieba?

Przecież go obcym, ni ziomkom nie wolno

Przyjąć pod dachem, ni uczcić przemową,

Lecz precz należy odtrącić. Nikt inny,

Lecz ja tę klątwę sam na się rzuciłem.

A ręką kalam ofiary dziś łoże,