I jak wśród tego skończyła, już nie wiem.

Bo wyjąc Edyp wbiegł i od tej chwili

Już nie widziałem, co ona poczyna,

Lecz jego tylko śledziłem już ruchy.

Biegał on, od nas żądając oszczepu,

Wołał, gdzie żona — nie żona, gdzie rola

Dwoista, której był siewcą i siewem.

I szalonemu duch chyba to wskazał,

Nie żaden z ludzi, którzy tam obecni.

Więc z krzykiem strasznym, jakby za przewodem,